Archiwum kategorii ‘Trochę z innej bajki’
7 marca 1988 roku w Wojewódzkim Domu Kultury w Łomży odbył się konkurs plastyczny, w którym mała Kasia zajęła drugie miejsce. Mała Kasia dostała w nagrodę zbiór opowiadań napisanych przez Tove Jansson…
Książeczka grzecznie zajmowała miejsce na półeczce, czekając na swoją kolej. Nie przypomina mi się, abym ją wcześniej czytała; nie myślałam, że treść może mnie zaskoczyć; bo niby o czym mogła być ta malutka w formie książeczka jeśli nie o Muminkach?
Nadszedł właśnie, po prawie 23 latach, czas tej niepozornej książeczki. Przy okazji zmian w metodzie usypiania Syna, należało zmienić jednominutowe wierszyki na dłuższe opowiadanka. Padło na „Muminki”.
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że opowiadania są misternie napisanym studium przeżyć wewnętrznych głównych bohaterów. Podczas czytania wyłaniają się obrazy postaci cierpiących na „samotność w tłumie”, na brak zrozumienia w świecie zewnętrznym, ukazane jest bogactwo przeżyć wewnętrznych bohaterów zakrawające czasami o stany psychotyczne; Włóczykij jako pierwszy w Dolinie Muminków odizolowany, oschły megaloman; Filifionka i jej katastroficzne myśli, uwikłana w psychiczne związki z duchami przeszłości; Homek i jego rozbujała do granic możliwości wyobraźnia powodująca paraliżujący strach, ale z drugiej strony też pozwalająca na stanie się choć na chwilę „jeszcze młodszym bratem”.
Jak dotąd przeczytałam tylko trzy pierwsze, ale mimo, że od czasu do czasu przechodzą przez plecy ciarki, z książki wyłania się zdecydowanie pozytywny obraz zwycięstwa tytułowych bohaterów nad ich słabościami, nad ułomnościami charakteru utrudniającymi życie im samym i osobom z otoczenia.
Jansson przemyciła w tej książeczce wiele istotnych prawd dotyczących „przeżycia życia”, a w szczególności samej świadomości istnienia oraz jakości, sensu i celu życia.
Wydaje mi się, że osoba, która wybierała nagrody dla zwycięzców ówczesnego konkursu, również myślała, że opowiadania z Doliny Muminków są o Muminkach.
.
P.S. 1 Współczuję tym wszystkim dzieciom, które otrzymały kiedyś w prezencie bajki braci Grimm.
P.S. 2 Ja również je dostałam.
P.S. 3 …
P.S. 4
Wtedy pojawił się lis.
- Dzień dobry – powiedział lis.
- Dzień dobry – odpowiedział grzecznie Mały Książę i obejrzał się, ale nic nie dostrzegł.
- Jestem tutaj – posłyszał głos – pod jabłonią!
- Ktoś ty? – spytał Mały Książę. – Jesteś bardzo ładny…
- Jestem lisem – odpowiedział lis.
- Chodź pobawić się ze mną – zaproponował Mały Książę. – Jestem taki smutny…
- Nie mogę bawić się z tobą – odparł lis. – Nie jestem oswojony.
- Ach, przepraszam – powiedział Mały Książę. Lecz po namyśle dorzucił: – Co znaczy „oswojony”?
- Nie jesteś tutejszy – powiedział lis. – Czego szukasz?
- Szukam ludzi – odpowiedział Mały Książę. – Co znaczy „oswojony”?
Ludzie mają strzelby i polują – powiedział lis. – To bardzo kłopotliwe. Hodują także kury, i to jest interesujące. Poszukujesz kur?
- Nie – odrzekł Mały Książę. – Szukam przyjaciół. Co znaczy „oswoić”?
- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane – powiedział lis. – „Oswoić” znaczy „stworzyć więzy”.
- Stworzyć więzy?
- Oczywiście – powiedział lis. – Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.
- Zaczynam rozumieć – powiedział Mały Książę. – Jest jedna róża… zdaje mi się, że ona mnie oswoiła…
- To możliwe – odrzekł lis. – Na Ziemi zdarzają się różne rzeczy…
- Och, to nie zdarzyło się na Ziemi – powiedział Mały Książę.
Lis zaciekawił się:
- Na innej planecie?
- Tak.
- A czy na tej planecie są myśliwi?
- Nie.
- To wspaniałe! A kury?
- Nie.
- Nie ma rzeczy doskonałych – westchnął lis i zaraz powrócił do swej myśli: – Życie jest jednostajne. Ja poluję na kury, ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki – tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To smutne! Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz, to będzie cudownie. Zboże, które jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu…
Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu.
- Proszę cię… oswój mnie – powiedział.
- Bardzo chętnie – odpowiedział Mały Książę – lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.
- Poznaje się tylko to, co się oswoi – powiedział lis. – Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!
- A jak się to robi? – spytał Mały Książę.
- Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej…
Następnego dnia Mały Książę przyszedł na oznaczone miejsce.
- Lepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz miał przyjść na przykład o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód, tym będę szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę szczęścia! A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł się przygotowywać… Potrzebny jest obrządek.
- Co znaczy „obrządek”? – spytał Mały Książę. – To także coś całkiem zapomnianego – odpowiedział lis. – Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin. Moi myśliwi, na przykład, mają swój rytuał. W czwartek tańczą z wioskowymi dziewczętami. Stąd czwartek jest cudownym dniem! Podchodzę aż pod winnice. Gdyby myśliwi nie mieli tego zwyczaju w oznaczonym czasie, wszystkie dni byłyby do siebie podobne, a ja nie miałbym wakacji.
W ten sposób Mały Książę oswoił lisa. A gdy godzina rozstania była bliska, lis powiedział:
- Ach, będę płakać!
- To twoja wina – odpowiedział Mały Książę – nie życzyłem ci nic złego. Sam chciałeś, abym cię oswoił…
- Oczywiście – odparł lis.
- Ale będziesz płakać?
- Oczywiście.
- A więc nic nie zyskałeś na oswojeniu?
- Zyskałem coś ze względu na kolor zboża – powiedział lis, a później dorzucił: – Idź jeszcze raz zobaczyć róże. Zrozumiesz wtedy, że twoja róża jest jedyna na świecie. Gdy przyjdziesz pożegnać się ze mną, zrobię ci prezent z pewnej tajemnicy.
…
Powrócił do lisa.
- Żegnaj – powiedział.
- Żegnaj – odpowiedział lis.
- A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu – powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu.
- Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu… – powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie – rzekł lis. – Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.
- Jestem odpowiedzialny za moją różę… – powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
Mały Książę
Antoine de Saint-Exupéry
Mimo tego,
że to nie szara, zimna i wilgotna jesień,
że beznadziejna pogoda doprowadza mnie do granic wytrzymałości,
bo
fryzura od mżawki się psuje,
do butów materiałowych wody nacieknie,
rano jest noc.
I dlatego, że nawet w 40 stopni w cieniu ludzie miewają skłonności do depresji,
bo
bo
bo
znalazłam świetne lekarstwo! Same naturalne składniki, dlatego polecane jest szczególnie dla kobiet w ciąży i karmiących piersią. Dla dzieci również i w ogóle dla wszystkich co nie za bardzo przepadają za stosowaniem leków zmieniających percepcję. I dla tych, co lubią sobie mruczeć coś pod nosem do snu albo do prysznica. Albo dla tych, co już mają dosyć mruczenia zdrowasiek, taka pomoc w wyjściu z nałogu. Albo w ogóle dla kogokolwiek i dla wszystkich.
Piosenka tyczy się pewnego zwierzęcia i jego daily routine.
Muzykę komponujemy sami, dlatego nawet największe głucholce z łapą słonia na uszach, jak ja, mogą śpiewać bez obaw i stresu, że ktoś powie: „Haaaaaa znów fałszujesz!”
Niestety wymagana jest znajomość języków. Inaczej uczymy się na pamięć, albo śpiewamy ze ściągi. Ja śpiewam ze ściągi. Wymieniam ściągę co 2 dni bo się miętoli w taki upał.
A piosenka o baranku wygląda tak:
Po polsku
Jak dobrze być barankiem
i wstawać sobie rankiem,
i biegać na polankę,
i śpiewać sobie tak:
be be be, kopytka niosą mnie,
be be be, kopytka niosą mnie.
Po Angielsku
How good to be baranek
and wake up sobie ranek,
and running to polanek,
and singing just like that:
be be be, kopytka taking me,
be be be, kopytka taking me.
Po niemiecku
So gut zu sein baranek
aufsteigen sobie ranek,
und gehen aus polanek,
und singen so wie als:
bich bich bich, kopytka tragen mich,
bich bich bich, kopytka tragen mich.
Po Francusku
C’est bien d’etre un baranek
et se berer sobie ranek,
et courir sur polanek,
et chanter comme ca:
boit boit boit, kopytka portent moi,
boit boit boit, kopytka portent moi.
Po Włosku
Bene essere baranek
alzarsi sobie ranek
corere na polanek
e cantare me si :
be be be, kopytka portano me,
be be be, kopytka portano me.
Po Hiszpańsku
Es bueno ser baranek
Alcanzar sobie ranek
Corir na polanek
Y cantarme si :
be be be, kopytka portan me,
be be be, kopytka portan me.
Po czesku
Jak dobrze byt beranek
a vstavat brzy ranek
a biezet na polanek
a zaspivat si tak
be be be kopytka nesou mne
be be be kopytka nesou mne
Po Arabsku
Mnich entakun baranek
La talaa sobie ranek
Latarkud ila polanek
La tugranne
Me me me kopytka jaahuduni
Me me me kopytka jaahuduni
Po Hebrajsku
Jafe lihjot baranek
Lakum sobie poranek
Lalechet lepolanek
Laszir szira kazot
Bi, bi, bi, kopytka nos’im oti
Bi, bi, bi, kopytka nos’im oti
Po Japońsku
Baranek de aru no-wa ii ne.
ranek-ni okite,
polanka-e hashitte,
kou utattari suru:
be be be, kopytka-wa boku-wo hakonde iru
be be be, kopytka-wa boku-wo hakonde iru
Po Esperanto
Kiel bone esti baranek
kaj levigxi sobie ranek
kaj kuri al polanek
kaj kanti al si tie:
bi bi bi, kopytka portas min
bi bi bi, kopytka portas min
Po Węgiersku
Jaj de jó baranek lenni
Ă?s sobie ranek felkelni
Ă?s polanekre futni
Ă?s Ă(c)nekelni Ăgy:
bem bem bem kopytka hoznak engem
bem bem bem kopytka hoznak engem.
Po Rosyjsku
Kak choroszo byt’ baranek
I prosypat’sja kaÂżdyj ranek
I biezat’ na polanek
I piet’ siebie wot tak:
be be be kopytka niesut mnie
be be be kopytka niesut mnie
Po portugalsku
Como e bom ser baranek
levantar co poranek
e correr na polanek
cantando assim:
be be be kopytka estao carregando me
be be be kopytka estao corregando me
Po koreańsku
Baranek-iraseo kippeo
ranek sobie ironaseo
polanek-euro ttwieo-kago
araewa kach’i norae-reul pureunda:
bebebe, kopytka-ro kanda.
bebebe, kopytka-ro kanda
bardziej znany wykonawca niż autor tekstu
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach stworzonych do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się sie w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: ”A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła sie samotna.
„Zastawie na niego pułapkę – pomyślała – Następnym razem, gdy sie pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała sie jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! jaka jesteś szczęśliwa!” Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał sie jej własnością i nie musiała go już zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał sie w coraz większym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, gdy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć sie sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
- Czemu przyszłaś? – zapytała ja udręczona kobieta.
- Abyście mogli być znowu razem – odpowiedziała śmierć – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem Ci potrzebna, abyś mogła go odnaleźć.



Główna


