(for heaven’s sake!) kim, u diabła, jesteś!!
friend, Freund, ami, amico, amigo, přítel, друг, дарагі, φίλος, ven, sõber, ystävä, draugas, kamerat, prijatelj, [tomodachi]….
no kim, przyznaj się!
-> http://pl.wikipedia.org/wiki
Czy będąc obok, służysz mi jedynie za narzędzie do podwyższania mojej samooceny? Bo ufam, marzę, łudzę się (?!), że na prawdę mi na Tobie zależy? Czy nasza przyjaźń, mój Przyjacielu, zrodziła się z nienawiści do tych samych osób, nieprzyjaciół tak zwanych? Czy przyszłam któregoś dnia pięknego bardziej lub mniej, i poprosiłam Cię, mój Przyjacielu, byś został moim Przyjacielem? Żądałam deklaracji, obietnic i przysięgi? A może zostałeś moim Przyjacielem, bo mamy gdzieś tam w środku głęboko któreś geny jakby z jednej matki?? Jesteś może moim, moją bratem, siostrą ksero? Przyjacielu? Czy to możliwe, że widząc Cię pierwszy raz w życiu, (nawet jeśli nie pamiętam tego pierwszego razu, lub odwrotnie(!) wbił mi się ten raz w pamięć niesamowicie) już wtedy podjęłam nieświadomą decyzję o tym, że to właśnie Ty, Przyjacielu zostaniesz moim Przyjacielem?
-> …
a może??? a może, gdy myślę, że CIĘ NIE MA, bo idąc z Tobą po plaży widzę odciski tylko jednej pary stóp, MYLĘ SIĘ! BO TY JESTEŚ! i te odciski to było Twoje właśnie! a ja? a Ty trzymałeś mnie na rękach, Przyjacielu!?
-> Paolo Coelho „Brida”
a może??? a może, kiedy już Cię odnajdę, Przyjacielu, i jesteś tak podobny, tak bliski mej duszy, gdy mówisz, co myślę, gdy jesteś, gdy Cię potrzebuję, i gdy zastanawiam się, skąd? dlaczego? i w jaki sposób, w ogóle? i wtedy oświeca mnie myśl, że „w pewnych wcieleniach dzielimy się. Tak samo, jak kryształy, gwiazdy, komórki czy rośliny, dzielą się nasze dusze. Dusza zamienia się w dwie, każda z nich w następne dwie, i tak, na przestrzeni kilku pokoleń zostajemy rozrzuceni po wielu zakątkach Ziemi. (…) Tak samo jak się dzielimy, tak samo się odnajdujemy.” I wtedy okazuje się, że gdzieś w Tobie jest jakaś część mnie, a we mnie… Ciebie… Przyjacielu…
-> Baltazar Gracián
Przyjacielu… czyli jesteś Przyjacielem MOIM jednak?! Bo zakładam, że Przyjacielem mojej fortuny być nie możesz z prostej przyczyny jej nieposiadania;
-> …
czy jestem dla Ciebie, mój Przyjacielu, czymś, na kształt ducha? a Ty dla mnie? czym jesteś? czy jest mi z Tobą niewygodnie? czy Twoje bycie nie nazbyt mnie kłopocze?
Najnowsze badania donoszą, nie wiem, czy o nich słyszałeś, Mój Przyjacielu, że można zmierzyć niemierzalne nawet! – jakiś filozof, co zbyt dużo filozował, chyba, a Jego nazwisko zatarło się gdzieś między pamięcią a jej zupełnym brakiem, wynalazł miarę do mierzenia Przyjaźni, a raczej miarę stopnia przydatności konkretnych Przyjaciół! Przykładasz takiego Przyjaciela, mój Przyjacielu, do miarki takowej i mierzysz… gorzej, jeśli jakiś Przyjaciel sam się do miarki przykłada i informuje Cię o wyniku! I jakież jest Twoje zdziwienie i jak bardzo żądasz powtórzenia badania, bo na wyświetlaczu jego jej miary wyświetlił się wynik: STOPIEŃ PRZYDATNOŚCI: WĄTPLIWY.
.
A może po prostu bądź…
Mój Przyjacielu…



Główna



