Domyślny Zielony Pomarańczowy
Fakty wyobraźni Mezalianse myśli
moje przemyślenia o życiu, by w kilku słowach rozpisać się o życiu
  • Strona główna Główna
  • Mówię: „ja” – myślę: „…
RSS

Archiwum kategorii ‘Myśli rozczochrane’

wyliczanka

Muzyka do zasłuchania, Myśli rozczochrane Komentarze: 2 »

podłoga kuchnia
siedzę

pierwsza czterdzieści dziewięć

laptop
igristoje szampan
usta

Air w powietrzu i w uszach

liczyć już do trzydziestu umiem
myśli zagłuszone bąblowym szumem

brak mi konkluzji lub riposty ciętej
cztery godziny snu jeszcze.
i ani minuty więcej.

ociągam się z powodu braku powodu
trzy minuty na budziku plus jedna dwójka z przodu.


26 stycznia 2011  



Myśli rozczochrane 1 komentarz »

white_tulips


wesołych świąt.
mojego narodzenia.


26 stycznia 2011  



e-kstrema

Myśli rozczochrane Komentarze: 2 »

Tak myślę sobie, że to cholernie trudne zadanie, to ciągłe dążenie do maksymalizacji optimum funkcji;
bo, gdy szklanka jest DO POŁOWY pełna, albo pusta, to przynajmniej dywagacje jest nad czym snuć.

A co, jeśli pełność szklanki osiąga minimum, a pustość dąży do nieskończoności?
CO WTEDY?


22 stycznia 2011  



Mój Tato.

Myśli rozczochrane 0 komentarzy »

Mój Tato czyta co rano „świeżą” prasę. Online;

obsługuje pocztę e-mail, dyskutuje na forach, komentuje artykuły, rozmawia przez skype, układa pasjansa.

Mój Tato „lekką ręką” obsługuje telefon komórkowy.

Mój Tato jest zapalonym działkowiczem i w życiu ogródków działkowych bierze najczynniejszy udział.

Mój Tato, tak jak ja, ma oczy położone w „mokrym miejscu”.

Mój Tato pracował w hucie szkła jako nastolatek.

Mój Tato ma żonę,  4 córki, 3 zięciów, 6 wnuczek, 1 wnuczka, 1 prawnuczkę.

Mój Tato wychowywał się przy lampie naftowej, a swój pierwszy w życiu program telewizyjny zobaczył bliżej trzydziestki.

Mój Tato ma 73 lata.

Mój Tato przeżył drugą wojnę światową.

Mój Tato ma profil na Facebook.

…


2 grudnia 2010  



Poszłam się przywitać…

Myśli rozczochrane 0 komentarzy »

zima.i.ja


30 listopada 2010  



o urzędasowska gawiedzi!

Myśli rozczochrane 0 komentarzy »

Jeżeli kiedykolwiek zdarzy się, że Jaśnie Wielmożny Pan Palikot wystartuje w wyborach prezydenckich, czy jego team w wyborach parlamentarnych, to tak! w końcu pofatyguję się i oddam swój cenny głos.

Bo uważam, zawsze uważałam, że mój głos wyborczy waży się wagą jubilerską, i nie miałam nigdy ochoty oddawać go na byle kogo. Pewnie też dlatego od czasu wyborów prezydenckich w 2000 roku moja ręka nie dotknęła urny wyborczej. Moje, skromne z resztą, zdanie, jest takie, że jeśli mam wybierać między złym i gorszym, lub gorzej – między gorszym a najgorszym – to pozostawiam wybór innym – bo mnie żadna opcja wtedy nie usatysfakcjonuje.

Więc jeśli już pójdę głosować, to na właśnie na Pana Palikota, bo:

„Bo”. Jest od dziś pierwsze „bo”. „Bo” postuluje o mobilizację w szeregach urzędasowskiej gawiedzi. Bo drużyna tych człowieków, w zatrważająco dużej mierze, to ludzie, których stołki nie dość, że mocno są przyklejone do ich tyłków, to również do nawyków poprzednioustrojowych… a Palikot ma plan – coroczne odsunięcie od korytka pięciu procent najbardziej przyklejonych do korytka ryjków. Ja odsunęłabym z 20 procent minimum. Może w końcu zabrałyby się ryjki porządnie do roboty. I do pracy również.

Odkąd sytuacja materialna mojej rodziny uległa „nieznacznemu” pogorszeniu i odkąd zostałam zmuszona powędrować pomiędzy kilkoma instytucjami państwowymi i zobaczyć wszystko od samego środka – a szczególnie poziom wiedzy, umiejętności, kompetencji, efektywności pracy oraz najzwyklejszej kultury ludzkiej człowieków dostających trzynastą pensję i opłacanych z naszych podatków – odtąd jestem istotnie przewrażliwiona na tym punkcie i więcej nie napiszę nic, bo antyterrorysty wpadną do mnie i zakują mnie w kajdany, w których ręcy są połączone z nogyma.

Abstrahując nieznacznie od tematu, a nawiązując do programów wyborczych i przede wszystkim do ich wykonalności w okresie „po” – nie interesują mnie zupełnie, a nawet powiedziałabym, że unikam ich poznania w okresie przedwyborczym. To na pewno nie program wyborczy powinien nas motywować do podejmowania decyzji „na kogo i po co”, ani wzajemne obrzucanie się błotem przez potencjalnych kandydatów, lub spożywanie przez nich kiełbasy na straganach, lub, co gorsza, „integrowanie” się z pospólstwem w tramwaju lub obdrapanym autobusie komunikacji miejskiej. Takie kandydujące na wysokie stanowiska człowieki powinny całym sowim życiem, a przede wszystkim działalnością polityczną i społeczną pokazywać, jaki mają plan na Polskę. I nie powinny w swoich „zachętach” przedwyborczych stosować czasu przyszłego, a już na pewno nie trybu przypuszczającego. Zdecydowanie uważam, że czas przeszły i odniesienie go do przyszłości zdałoby egzamin bardziej.


8 listopada 2010  



proście, a będzie wam dane

Myśli rozczochrane 0 komentarzy »

nowy dzień wstał
nic to, że za chmurą
nic to, że senny
niech będzie lepszy od wczorajszego
i niech w ogóle zdarzy się dziś najlepszy dzień mojego życia
…


29 października 2010  



mondrości lódowe

Myśli rozczochrane 0 komentarzy »

A tak na poważnie, to faktycznie całkiem niezła esencja „zdrowego”, radosnego i zgodnego, z samym sobą, życia :)
Nie znam lub nie pamiętam nazwisk mędrców, którzy spłodzili poniższe sentencje – esencje, jednak pozwolę sobie przytoczyć kilka, z minimalistycznym swoim, komciem :P .

1. być na miecie jako pierwszy – pozostawiając w tyle poprzednich „siebie”;

„najważniejsze w życiu jest nie to,
by wyprzedzać innych,
lecz siebie samego – przez ciągłe poprawianie
naszych wczorajszych rekordów”

2. śmierć nie zawsze jest tylko śmiercią;

„Wszystkie zmiany, nawet te najbardziej
oczekiwane, budzą w nas melancholię,
bo to, co zostawiamy za sobą jest
przecież częścią nas samych.
Musimy umrzeć w jednym życiu,
by móc narodzić się w innym.”

3. okrutna, niemożliwa praktycznie do spełnienia prawda;

„Nie siła pamięci, ale umiejętność zapominania,
jej całkowite przeciwieństwo,
jest niezbędnym warunkiem
naszej egzystencji”

4. Carpe diem tak po prostu;

„Ciesz się życiem – to nie próba generalna,
to przedstawienie”

5. Bo szklanka ma być do połowy pełna…. a w ogóle to na tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono;

„Bądźmy zawsze dobrej myśli, pamiętając,
że nieszczęście niemożliwe do zniesienia
to tylko te, które nigdy nam się nie przytrafiają”

6. „Weronika postanawia umrzeć”

„Zaraz na początku życia powinien nam ktoś powiedzieć,
że umieramy
może wtedy żylibyśmy pełnią życia w każdej sekundzie każdego dnia.”

7. I najważniejsze na koniec, jako podsumowanie i synteza:

„…nie przyjmuj na wiarę żadnej definicji życia -
swoje życie zdefiniuj sam…”


30 września 2010  



Dziesięć przekazań

Myśli rozczochrane 1 komentarz »

Dlaczego ostatnio nazbyt często czuję wstyd?! Wstyd za moich rodaków.
Tak, jak wstydzę się teraz, nie wstydziłam się jeszcze nigdy.

Wstydzę się, bo:

1. Wstydzę się, bo do lekarza specjalisty, do którego umawiałam się na początku lipca na najwcześniejszy termin – czytaj – na 2go listopada, muszę pójść z kompletem specjalistycznych badań; na pytanie, kto ma sfinansować te badania pani recepcjonistka powiedziała, że albo lekarz rodzinny da skierowanie, albo na własną rękę… lekarz rodzinny dał skierowanie na jedno z badań laboratoryjnych warte 3 zł. A reszta badań? I tych z laboratorium, i USG?
nie będę tu roztrząsać problemu odbijania pałeczki – kto skieruje delikwenta-pacjenta na badania ten skosi najmniej;

2. Wstydzę się, bo koncerny farmaceutyczne trzymają łapę na medycznych gardłach a my, biedne, schorowane ludziki dajemy się faszerować chemikaliami; pozwalamy na pakowanie w dzieci szczepionek, po których zatrzymuje się rozwój; dajemy sobie wmawiać, że dziedzina życia – leczenie, należy do nauk tajemnych i niemożliwych do ogarnięcia mózgiem przeciętnego zjadacza chleba; wyśmiewamy leczenie metodami naturalnymi, jakbyśmy od zawsze leczyli się chemią, jakbyśmy sami nie pochodzili „z lasu i łąki”;

3. Wstydzę się, bo w rządzie pierdzeniem w stołki zajmują się: albo nieuki, albo ksenofobi, albo fanatycy, albo sprzedawczyki, bidota co to dorwała się do koryta aby tylko zagarnąć jak najwięcej w swoją stronę, zapominając, że koryto jest tylko środkiem, a nie celem;

4. a) Wstydzę się, bo pierdzą w stołki również chorzy wizjonerzy – tacy, co to wymyślają bykowe, bo kończą się im pomysły na legalne okradanie ciężko pracujących czterdziestolatków;
b) a czy ksiądz też bykowe zapłaci? a co jeśli się wyda, że któryś jednak NIE! a mężczyzna impotent zapłaci? a taki, co w wypadku stracił możliwość posiadania dzieci?? i kto będzie o tym decydował…?;
c) Wstydzę się, bo tacy, którzy myślą, że kijem da się zdziałać więcej niż marchewką, i że pomoc rodzinie „dzietnej” nie wchodzi w grę natomiast kolejne podatki – proszę bardzo;

5. Wstydzę się, bo ZUS; bo widok >siedzib< przyprawia o stan przedzawałowy, podobnie jak spływające zewsząd informacje o rychłym upadku systemu ubezpieczeń; bo kobieta – własny szef będąc na urlopie macierzyńskim musi płacić za siebie składki, bo składki ZUS są obligatoryjne i pieniądze, które odrywają nam od wypłaty służą na wypłaty obecnych emerytur; bo nawet gdybym chciała się uchronić, i zbierać na emeryturę do skarpety, to legalnie do pracy iść nie mogę, bo i tak ukradną 30 procent; bo mają śmierć w oczach, bo Polska się starzeje, bo na moją emeryturę nie będzie już komu pracować, bo niestety system emerytalny w którym uczestniczę okaże się największą pomyłką;

6. Wstydzę się, bo obrońcy krzyża; bo szkoda słów; bo płakać mi się chce jak na nich patrzę; a potem wydłubać im wszystkim oczy…

7. Wstydzę się, bo ktoś grube pieniądze zarabia co roku w okolicach końca wakacji;
a) bo jak ja chodziłam do szkoły (i nie było to wcale 40 lat temu, jakby wynikało z kontekstu) – książki kupowało się na szkolnym korytarzu od uczniów ze starszych klas; teraz co roku zmienia się program nauczania! ba!! jest wiele programów nauczania! każdy nauczyciel może wybrać inny, a za rok może znów zmienić zdanie;
b) komplet książek do gimnazjum kosztuje 300 zł; (mając czwórkę dzieci – na co liczy wielce spragnione dziatwy – państwo – rodzice wydają lekką ręką 1200 zł; do tego wystroić, kupić zeszyt i kałamarz i worek na kapcie i dwójka ledwo się zamknie dlatego Wstydzę się);
c) bo jak ja chodziłam do szkoły to religia odbywała się w baraku przy kościele, czyli tam, gdzie jej miejsce. Wstydzę się, bo teraz za brak książki do religii obniża się ocenę na koniec roku! nie, nie na bdb – tylko na dst! i pewnie wszyscy mieliby w przysłowiowej tęczy, gdyby nie fakt, że ocena z religii wchodzi do średniej…

8. Wstydzę się, bo zarabiam jakbym miała małe żółte rączki, wydaję, jak fransozeczka, która poleciała do stolycy hazardu, mieszkam w mieszkaniu wartym całe g…o  na które, przy mojej obecnej pensji musiałabym pracować całe trzydzieści lat nie jedząc, nie pijąc – nie robiąc nic;

9. Wstydzę się, bo obyci, ambitni, z zapałem i z ikrą – absolwenci studiów magisterskich są zatrudniani w firmach prowadzonych przez prostaków analfabetów w polerowanych pantofelkach. Polerowane pantofelki mają to do siebie, że zawierają w swoim składzie 70% słomy i niestety z tego powodu słoma ta wyłazi. Prostaki analfabety życzą sobie co roku przy opłatku wielkiego autorytetu – zapominają tylko, że do słońca nie lezie się z motyką ani do wiatraków z kopią.

10. Wstydzę się, bo o ile nie uczęszczałam do instytucji religijnych chyba bardziej z lenistwa, to teraz nie będę z nienawiści; Bóg Bogiem – tu nie ma dyskusji, tu są aksjomaty; ale niech mi się Bóg przy instytucji nie pałęta, bo jeszcze Go zobaczą i ukrzyżują po raz drugi!!! i to dopiero wstyd będzie!!!

.

I nie wiem, dlaczego dziwimy się wszyscy, że zagranica traktuje nas jak bandę pomyleńców, odszczepieńców; dlaczego dziwi nas, że na arenie międzynarodowej nie liczymy się w ogóle, że gdzie nie pojedziemy, to wszędzie „kradniemy, gwałcimy, brudzimy, śmierdzimy”; że nikt nas poważnie nie traktuje, że wszyscy sobie podśmiechujki z nas robią; dlaczego się dziwimy skoro dzieje się „smoleńsk”, skoro dzieje się „olewnik” a tak na prawdę to nie dzieje się nic…??? wystarczy uruchomić wyobraźnię i pomyśleć, co by się zdarzyło, gdyby takie rzeczy przytrafiły się w USA, lub w Rosji…

.

Moja Siostra Dużo Starsza przed wyborami na Prezydenta RP mówiła do mnie o byciu Polakiem w Polsce – o byciu Kimś w swojej Ojczyźnie, i mówiła też o alternatywie bycia nikim zagranicą. Nie wiem, jak to jest być nikim zagranicą, ale już wiem, jak to jest palić się ze wstydu i myśleć, że mogę nie zdążyć być tym Kimś, bo nie wiem, czy jak już będę nim, to czy będzie jeszcze moja Ojczyzna…

.

Lżej. Dobranoc.


17 września 2010  



Myśli rozczochrane 0 komentarzy »

- Kasia!? a Ty sama wywaliłaś dwa piwa?

- nie, z sokiem!

.

:)


16 września 2010  



Wcześniejsze wpisy
  • Menu

    • Mówię: „ja” – myślę: „…
  • Całkowicie mój punkt widzenia

    by k_leo by k_leo by k_leo by k_leo
  • Kategorie

    • Chińskie ciasteczko na dziś
    • Co sowie chodzi po głowie
    • Czarny kruk czyli…
    • Ja, Matka
    • Muzyka do zasłuchania
    • Myśli rozczochrane
    • O Qchnia!!
    • Trochę z innej bajki
    • Wierszowisko
    • Z definicji
    • Z listów do Ka Ce
  • Archiwa

    • Luty 2012
    • Styczeń 2012
    • Maj 2011
    • Kwiecień 2011
    • Marzec 2011
    • Luty 2011
    • Styczeń 2011
    • Grudzień 2010
    • Listopad 2010
    • Październik 2010
    • Wrzesień 2010
    • Sierpień 2010
    • Lipiec 2010
    • Czerwiec 2010
  • Polecane

    • Humor
    • Ogłoszenia
  • Email:

    pani.ka [at] hotmail.com
Copyright © 2012 Fakty wyobraźni Mezalianse myśli Wszelkie prawa zastrzeżone
XHTML CSS Zaloguj się
Szablon: i Software Reviews, tłumaczenie: Szablony Wordpress

kalkulator oc warta | pozycjonowanie stron

With Picasa plugin by Wott