Przyszedł późny wieczór, a ja głód poczułam! Głód na kształt parcia na cukiernicę, a raczej na coś tłustego, słodkiego, bardzo, bardzo „ciężkiego” i mega pysznego.
I zrobiłam. I wyglądało nawet nieźle, ale nie starczyło silnej woli, aby zdjęcia robić przed jedzeniem, nie starczyło rąk, aby robić w trakcie, no, a teraz, nie dam rady się ruszyć. No pyszne wyszło.
.
Miało być szybko, prosto i pysznie, dlatego:
1. Wyszły jakby spuchnięte naleśniki, choć w zamyśle było coś innego. Dodałam: jajka, mleko, wodę, szczyptę soli, mąkę pszenną, cukier, trochę oliwy, troszkę proszku do pieczenia;
Na pierwszą patelnię nalałam niewiele tłuszczu, na kolejne już w ogóle. Wlewałam dosyć duże porcje ciasta na raz, bo miały to być placki, w ferworze zdarzeń zapomniałam ubić pianę i dlatego wyszło ciasto naleśnikowe; ale było bardzo dobre, myślę, że nawet lepsze; i nie polecam tu cienkich naleśników, bo „wypełnienie” się wysypie;
2. Była w lodówce śmietana 18%, więc użyłam tej, myślałam jednak, że lepsza będzie ubita 30-to procentowa słodka bez cukru i taką właśnie wypróbuję następnym razem (18% podałam posłodzoną, żeby trochę „zredukować” kwasotę);
3. Był w lodówce mój najbardziej ulubiony dżem pomarańczowy ze skórką pomarańczową – postawiłam na stole;
4. W koszyczku z przyprawami znalazłam płatki migdałowe – uprażyłam;
.
Kładziemy sobie taki plackonaleśnik na talerzu. Smarujemy jego jedną połówkę śmietaną, nakładamy dżem i posypujemy płatkami migdałowymi; składamy i jemy;
taka była moja wersja, ale wszystkie chwyty są dozwolone;
przy następnej okazji jednak zrobię zdjęcia.
od dziś uwielbiam.



Główna




