Domyślny Zielony Pomarańczowy
Fakty wyobraźni Mezalianse myśli
moje przemyślenia o życiu, by w kilku słowach rozpisać się o życiu
  • Strona główna Główna
  • Mówię: „ja” – myślę: „…
RSS

Archiwum kategorii ‘O Qchnia!!’

coś mi spadło z nieba do gęby…

O Qchnia!! 1 komentarz »

Przyszedł późny wieczór, a ja głód poczułam! Głód na kształt parcia na cukiernicę, a raczej na coś tłustego, słodkiego, bardzo, bardzo „ciężkiego”  i mega pysznego.

I zrobiłam. I wyglądało nawet nieźle, ale nie starczyło silnej woli, aby zdjęcia robić przed jedzeniem, nie starczyło rąk, aby robić w trakcie, no, a teraz, nie dam rady się ruszyć. No pyszne wyszło.

.

Miało być szybko, prosto i pysznie, dlatego:

1. Wyszły jakby spuchnięte naleśniki, choć w zamyśle było coś innego. Dodałam: jajka, mleko, wodę, szczyptę soli, mąkę pszenną, cukier, trochę oliwy, troszkę proszku do pieczenia;

Na pierwszą patelnię nalałam niewiele tłuszczu, na kolejne już w ogóle. Wlewałam dosyć duże porcje ciasta na raz, bo miały to być placki, w ferworze zdarzeń zapomniałam ubić pianę i dlatego wyszło ciasto naleśnikowe; ale było bardzo dobre, myślę, że nawet lepsze; i nie polecam tu cienkich naleśników, bo „wypełnienie” się wysypie;

2. Była w lodówce śmietana 18%, więc użyłam tej, myślałam jednak, że lepsza będzie ubita 30-to procentowa słodka bez cukru i taką właśnie wypróbuję następnym razem (18% podałam posłodzoną, żeby trochę „zredukować” kwasotę);

3. Był w lodówce mój najbardziej ulubiony dżem pomarańczowy ze skórką pomarańczową – postawiłam na stole;

4. W koszyczku z przyprawami znalazłam płatki migdałowe – uprażyłam;

.

Kładziemy sobie taki plackonaleśnik na talerzu. Smarujemy jego jedną połówkę śmietaną, nakładamy dżem i posypujemy płatkami migdałowymi; składamy i jemy;

taka była moja wersja, ale wszystkie chwyty są dozwolone;

przy następnej okazji jednak zrobię zdjęcia.

od dziś uwielbiam.


13 września 2010  



Tilslørte bondepiker

O Qchnia!! 0 komentarzy »

Tilslørte bondepikerZawsze wydawało mi się, że desery jabłkowe są, delikatnie mówiąc – niesmaczne. Szarlotka razem z tak zwaną ”bułką” były tymi rodzajami ciast, na widok których, zaczynało mnie mdlić.

I nadeszła jabłeczna pora roku i jabłek nagromadziło się w domu wiele i szkoda było zmarnować. Do tego wszystkiego Małż mój ukochany oświecił mnie po dziesięciu latach znajomości, że nienawidzi kruchego ciasta – a ja jedynie takie toleruję.

Na szczęście zrozumiałam ostatnimi czasy, że wydające się bez wyjścia sytuacje wcale takimi nie są, a mobilizują mnie jedynie do poszukiwania drzwi szytych na moją miarę.

W przypadku jabłek też znalazłam potrzebne drzwi. Drzwi o mało wdzięcznej ale egzotycznie brzmiącej, kojarzącej się z rudą Pipi i fiordami, nazwie. Tilslørte bondepiker. Deser z Norwegii.

Pyszny, delikatny, rozpływający się w ustach. Nieziemski. Nie sądziłam, że da się wyczarować z jabłek coś o takich właściwościach. Jest tylko jeden wymóg. Musi być mocno schłodzony. Stuningowałam go delikatnie na własne potrzeby i zakochałam się w nim od drugiego wejrzenia. Pierwsze wejrzenie było zdecydowanie zbyt ciepłe i zbyt przypominało szarlotkę.

1. 3 paczki herbatników

2. ok 1,3 kg jabłek

3. ok 350 ml śmietanki kremówki 30%

4. cukru według upodobania

5. cynamon, imbir, roztarty goździk, wanilia i co tam jeszcze mamy w celu uzyskania mocno aromatycznych korzennych jabłek – wszystko według uznania.

.

Umyte, obrane, z wydrążonym gniazdem jabłka zetrzeć na tarce i gotować z przyprawami i cukrem. Jabłka powinny być intensywnie słodkie i aromatyczne.

Na patelni zrumienić połamane herbatniki.

Śmietanę ubić na sztywno bez cukru.

.Tilslørte bondepiker

.

Do pucharków nakładać kolejno:

jabłka

herbatniki

śmietana

wierzch posypać resztą ciastek lub cynamonem

Bardzo mocno schłodzić.

.

Przepis wykopany został z internetu i zmodyfikowany na moje prywatne potrzeby.

W S Z Y S T K I E G O   N A J S M A C Z N I E J S Z E G O ! ! !



30 sierpnia 2010  



bo jak nie ma co zjeść…

O Qchnia!! 0 komentarzy »

to zawsze można zjeść pizzę.

Tylko trzeba ją najpierw zrobić. Nie, nie odgrzewać w mikrofali, lub w piekarniku własnoręcznie przyniesionej ze sklepu mrożonki. I nie dzwonić do pizzerii. I nie jechać do miasta w celu konsumpcji. Jest wiele „przeciw” konsumowaniu „na mieście” ale o tym innym razem.

Teraz o pizzy chciałam, bo pizza to magiczne stworzenie tanie jak barszcz. I całe królestwo za pyszną pizzę!
No właśnie. Pyszną.
Zawsze miałam jakieś „ale” do swoich „pizz” – bo ciasto za miękkie, bo czuć drożdżami, bo farsz się wchłonął do połowy w ciasto i coś na kształt zakalca wyszło z piekarnika, bo ketchup, bo nie sos, bo wszystko spada, bo w pizzerii 4 razy mniej dodatków a i tak o niebo, albo i dwa lepsza.

Długo „myślałam” nad sekretem „udanej pizzy domowej”, choć określenie „pizza domowa” brzmi jak dla mnie odpychająco i kojarzy mi się z wielką drożdżową bułą wysadzaną składnikami wszelkiej maści. Długo myślałam więc o „mojej wersji pizzy”.
Proporcje składników gdzieś podpatrzyłam, do sposobu wykonania doszłam sama, sama „urodziłam” przepis i wydaje mi się, że komplement z serii: „hmmm. lepsza niż w pizzerii” jest wystarczającą reklamą. No, chyba, że ktoś woli „pizzę domową”.

Pizza jest na prawdę bardzo prosta.
Ważne są dwa sekrety – dobre ciasto i odpowiedni poziom temperatury w piekarniku.

1. SKŁADNIKI NA ZACZYN I CIASTO

0,45 kg mąki
0,125 l wody
0,125 l mleka
0,4 dag drożdży
0,5 łyżeczki cukru
1,0 łyżeczka soli
2,0 łyżki oleju

PRZYGOTOWANIE ZACZYNU

Do ciepłej wody z mlekiem dodać cukier, drożdże i 4 łyżki mąki.
Odstawić w ciepłe miejsce na 15 min.
Uwaga, bo zaczyn „pracuje” i może „wyjść”, jeśli naczynko będzie za małe.

PRZYGOTOWANIE CIASTA

Przesiać mąkę i sól do miski. Dodać zaczyn i wyrabiać, aż ciasto będzie miękkie i sprężyste.
Jeśli trzeba – dodać trochę ciepłej wody lub mąki.
Na koniec dodać olej i jeszcze trochę wyrabiać.
W trakcie wyrabiania trzeba „czuć”, że ciasto „puchnie” w rękach, robi się elastyczne.
Podzielić na dwie kulki, odłożyć w ciepłe miejce pod szmatką na 15 min.

2. SOS

Koncentrat pomidorowy
ketchup (ja używam włoskiego)
sól
pieprz kolorowy
zioła prowansalskie
cukier do smaku
trochę oleju
woda

Wszystkie składniki wymieszać.
Jeśli zostanie sosu, można dodać trochę wody i stosować zamiast ketchupu do pizzy.

3. FARSZ

a) Cebula pokrojona w cieniutkie piórka
b) Szynka pokrojona w cienkie paseczki
c) Pieczarki pokrojone w plasterki
d) Oliwki zielone pokrojone na połówki
e) Ser starty na tarce

a) Cebula pokrojona w cieniutkie piórka
b) Plasterki salami pokrojone w szóstki
c) Papryka czerwona pokrojona w małe paseczki
d) Oliwki zielone pokrojone na połówki
e) Ser starty na tarce

lub cokolwiek innego

4. PRZYGOTOWANIE PIZZY

Włączyć uprzednio piekarnik i nagrzać do 230 stopni C bez termoobiegu, grzanie góra i dół. Pizzę robimy na płaskiej blasze z piekarnika.

Rozkładamy papier do pieczenia, smarujemy go delikatnie olejem, wykładamy kulkę ciasta, którą też delikatnie  smarujemy olejem. Rozwałkowujemy ciasto na bardzo cienki placek. Rozwałkowany placek smarujemy sosem. Czekamy kilka minut i wkładamy do piekarnika na środkową półkę na 5 minut.

Wyjmujemy placek i nakładamy na niego (ja nie zostawiam wolnych brzegów, tak jak się robi w pizzeriach, nakładam składniki po same brzegi pizzy):

cebulę, szynkę, pieczarki, oliwki /cebulę, salami, paprykę, oliwki/ posypujemy ziołami prowansalskimi.
Wkładamy do piekarnika na 5 minut.

Po tym czasie wyjmujemy i posypujemy serem. I wkładamy na jeszcze 4 minuty.

.

GOTOWE I PYSZNE!!!
SMACZNEGO!!

.

.

.

.

.

.


23 sierpnia 2010  



Τα Πάντα ῥεῖ

Myśli rozczochrane, O Qchnia!! 0 komentarzy »

krucho kremowo wiśniowo migdałowo Τ α   Π ά ν τ α   ῥ ε ῖ…

Everything flows…

Wszystko płynie…

Dosłownie.

Nawet moje, w pocie czoła i nie tylko czoła, klejone pół nocy wczoraj i całe rano dziś, ciasto.

Bo lodówka ciśnienia nie wytrzymała.

A może temperatury?

I ja płynę. I wszyscy obok mnie.

I chodzą jak śnięte muchy, i jacyś rozdrażnieni tacy…

I potykają się o własne nogi. I o cudze również. I o nogi od stołu.

Gdzie, do jasnej Anielki, jest ta umiarkowana strefa, w której niby przyszło się nam urodzić i żyć?? I gdzie jest ta bardziej umiarkowana? Bo jeśli ktoś wie, to ja już walizki mam spakowane i czekam przy drzwiach…


17 lipca 2010  



  • Menu

    • Mówię: „ja” – myślę: „…
  • Całkowicie mój punkt widzenia

    by k_leo by k_leo by k_leo by k_leo
  • Kategorie

    • Chińskie ciasteczko na dziś
    • Co sowie chodzi po głowie
    • Czarny kruk czyli…
    • Ja, Matka
    • Muzyka do zasłuchania
    • Myśli rozczochrane
    • O Qchnia!!
    • Trochę z innej bajki
    • Wierszowisko
    • Z definicji
    • Z listów do Ka Ce
  • Archiwa

    • Luty 2012
    • Styczeń 2012
    • Maj 2011
    • Kwiecień 2011
    • Marzec 2011
    • Luty 2011
    • Styczeń 2011
    • Grudzień 2010
    • Listopad 2010
    • Październik 2010
    • Wrzesień 2010
    • Sierpień 2010
    • Lipiec 2010
    • Czerwiec 2010
  • Polecane

    • Humor
    • Ogłoszenia
  • Email:

    pani.ka [at] hotmail.com
Copyright © 2012 Fakty wyobraźni Mezalianse myśli Wszelkie prawa zastrzeżone
XHTML CSS Zaloguj się
Szablon: i Software Reviews, tłumaczenie: Szablony Wordpress

milionerzy gra | forum ubezpieczenia | Tapety

With Picasa plugin by Wott